Zwolennicy i obrońcy Lopeza Rivery tłumaczyli, że nigdy nie udało się udowodnić ponad wszelką wątpliwość jego związków z konkretnym zamachem bombowym. Nie przekonywały ich zeznania byłego członka organizacji, że López Rivera był jej mózgiem. Nie przejmowali się historią i profilem FALN. Nie przeszkadzało im, że sam López Rivera powiedział w sądzie: „Jestem wrogiem Stanów Zjednoczonych”. I nic nie wskazuje na to, że przestał nim być. Kiedy w 2011 roku spotkały się z nim rodziny ofiar FALN, oficer zajmujący się warunkowym przedterminowym zwolnieniem rekomendował komisji, aby odrzucono wniosek o skrócenie kary i rozpatrzono następny dopiero w 2023 roku.

Dzieci zabitego 33-letniego Franka Connora, który zginął w jednym z ataków FALN, nie znalazły w słowach Rivery niczego, co dałoby im poczucie, że ma on jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Syn zabitego, Joseph O’Connor, nie mógł zrozumieć, że ktoś może chcieć wypuścić Riverę, biorąc pod uwagę, że nadzorował on i brał udział w ponad 140 zamachach bombowych.

Dodawał, że w trakcie dwóch prób ucieczki mogło dojść do kolejnych ofiar, bo członkowie FALN byli uzbrojeni i planowali zabić strażników. A jednak to wszystko jakoś nie przeszkadzało Obamie, który skorzystał z prawa bezwarunkowego ułaskawienia. López Rivera powinien siedzieć jeszcze jakieś 30 lat, ale wyjdzie 17 maja tego roku.

Lewacy się cieszą

Jak podał portal „Politico”, decyzja ta ucieszyła Luisa Gutierreza, kongresmana Partii Demokratycznej z Illinois, z okręgu, w którym dorastał terrorysta. Gutiérrez „nie posiadał się z radości i był do głębi poruszony”, bo „Óscar to jego przyjaciel, mentor i dla niego rodzina”.

Melissa Mark-Viverito z rady miasta Nowy Jork, wschodząca gwiazda Partii Demokratycznej, rozpłakała się, gdy usłyszała wiadomość o wypuszczeniu terrorysty. Dla niej było to „niesamowite”, a dla Portoryko oznaczało „podniesione morale”. Obama otrzymał liczne podziękowania, między innymi od burmistrza Nowego Jorku Billa de Blasio. Były terrorysta z amerykańskiej organizacji komunistycznej Weather Underground i jej przywódca, 72-letni Bill Ayers, emerytowany profesor Uniwersytetu Illinois (od edukacji), po usłyszeniu decyzji Obamy „tańczył ze szczęścia” w samolocie.

Ayers wracał wtedy z Kuby, gdzie świętował 75 rocznicę urodzin swojej żony, Bernadine Dohrn, która też należała do Weather Underground. Grupa ta odpowiedzialna była za podkładanie bomb w różnych miastach, ataki na Kapitol, Pentagon i posterunki policji. Warto dodać, że nazwa Weather Underground pojawia się w kontekście dwóch osób, które próbowały Lopeza Riverę wyciągnąć z więzienia przy pomocy granatów, broni maszynowej i helikoptera.