Clinton i prawo łaski

Jak wyjaśnić te umizgi mainstreamowej lewicy do byłych terrorystów? Kiedy Bill Clinton próbował dogadywać się Lopezem Riverą i obiecywał wypuścić go wcześniej na wolność, Hillary Clinton ubiegała się o stanowisko senatora z Nowego Jorku, gdzie mieszka ponad milion Portorykańczyków (kolejny milion na Florydzie). Choć ci, którzy mieszkają na swojej wyspie, nie mogą głosować ani w wyborach do Kongresu, ani na prezydenta, mogą to robić, gdy przeniosą się do któregoś ze stanów.

Gdy Clinton podlizywał się tym wyborcom, „The Wall Street Journal” ocenił, że tego typu ruchy spotkały się z szeroką krytyką jako „ustępowanie terrorystom, nie mówiąc już o skandalicznym policzku w twarz ofiar i gorzkiej zdradzie policjantów i federalnych stróżów prawa, którzy narażają się na utratę własnego życia, aby chronić obywateli, i którzy poświęcili lata pracy, aby wsadzić ich za kratki”. FBI była zresztą wtedy przeciwna planom Clintona, podobnie jak administracja więziennictwa, prokuratorzy zaangażowani w sprawę i ofiary przestępców. Nikt jednak w tej sprawie się z nimi nie konsultował.

Demokraci: Carter

Clinton i Obama to nie jedyni prezydenci z Partii Demokratów, którzy nie aż tak dawno przychylnie potraktowali zamachowców. Także inny Óscar, również Portorykańczyk, a mianowicie Collazo López, wyszedł z więzienia po 29 latach kary dzięki prezydentowi Jimmy’emu Carterowi. W 1950 roku Collazo López próbował zabić prezydenta Trumana.

Podczas ataku, którego dokonał wraz ze wspólnikiem, został zabity policjant, a kilku innych ludzi zostało rannych. Za próbę zabicia prezydenta terrorysta został skazany na karę śmierci, zamienioną przez Trumana na karę dożywotniego więzienia. Truman przychylnie patrzył na dążenia Portorykańczyków do niepodległości. Terrorysta uważał go za wroga systemu, przeciwko któremu walczył. Ostatecznie Carter wypuścił go na wolność, a Óscar Collazo López powrócił jako bohater do Portoryko. Zmarł w 1994 roku w wieku 80 lat.

Republikanie i terroryści

Jak zauważa Zach Dorfman z the Carnegie Council for Ethics in International Affairs na łamach „Politico”, to nie tylko Demokraci są tacy słabi, jeśli chodzi o byłych terrorystów. I sugeruje, że Republikanie też mają swoje za uszami. Dorfman podaje, że w 1991 roku George H. W. Bush wypuścił z więzienia Orlando Boscha, terrorystę walczącego z reżimem Castro, powiązanym z zamachem na samolot Cubana de Aviación, w którym zginęły 73 osoby.

Za to gubernator Florydy Jeb Bush pomógł w 2001 roku uwolnić dwóch kubańsko-amerykańskich terrorystów skazanych za zabicie Amerykanina i byłego dyplomaty z Chile. Jego brat, prezydent George W. Bush, potraktował pobłażliwie Luisa Posadę, innego terrorystę walczącego z Castro, gdy ten nielegalnie przebywał w Stanach Zjednoczonych. Posada też powiązany jest z zamachem na Cubana de Aviación.