DAwodóca V Brygady Wileńskiej mjr. Łupaszka fot. domena publiczna

Autor: Tadeusz M. Płużański

Na „Łączce” trwa trzeci etap ekshumacji polskich niezłomnych bohaterów. Walczyliśmy, aby po tylu latach komuny (PRL) i postkomuny (III RP) to się udało. Jednak z tym przeklętym, a świętym zarazem miejscem „elity” III RP cały czas będą miały kłopot. Bo nawet po odkopaniu wszystkich szczątków, ich identyfikacji i pochowaniu w grobach prędzej czy później pojawi się pytanie: kim są ich mordercy?

A to kierownictwo partii i państwa, bezpieki i Informacji Wojskowej, „oficerowie” śledczy, prokuratorzy, którzy oskarżali, sędziowie, którzy wydawali wyroki. Za każdą ofiarą kryje się cała masa nazwisk. Wśród nich: Jakub Berman, Roman Romkowski, Helena Wolińska, Anatol Fejgin, Roman Kryże, Stefan Michnik. Wielu z nich ma groby na Powązkach Wojskowych, tuż obok. Inni żyją do dziś w Polsce, Szwecji…
Oprawcy pozostawili po sobie resortowe potomstwo, które umościło się w różnych newralgicznych miejscach polskiego państwa – polityce, gospodarce, wymiarze sprawiedliwości, dyplomacji, mediach. I jak tu dziś mówić o „Łączce”?

„Kryżuje” ludzi

„Kryżuje” ludzi – mówił o nim mecenas Władysław Siła-Nowicki, inspektor WiN na Lubelszczyźnie. Inni dodawali: „sądzi Kryże, będą krzyże”. Albo równie prawdziwie: „ma swój prywatny cmentarz na Służewcu”. Dziś dodamy: jego ofiary leżą również na „Łączce”. Roman Kryże był sędzią Najwyższego Sądu Wojskowego przez, bagatela, 10 lat – od sierpnia 1945 do sierpnia 1955 roku.

Urodzony w 1907 roku we Lwowie. W 1930 roku ukończył wydział prawa na Uniwersytecie Poznańskim. Do września 1939 roku pracował w sądach w Grudziądzu. Po wojnie obronnej, w której brał udział jako podporucznik 65 Pułku Piechoty, był jeńcem wielu niemieckich obozów. Po zwolnieniu wcielony do LWP, walczył m.in. o przełamanie Wału Pomorskiego. Ochotniczo zgłosił się do komunistycznego sądownictwa wojskowego. Wtedy zaczęła się jego kariera w NSW.

W książce „TUN” historyk, prof. Jerzy Poksiński, cytował fragmenty oświadczenia Kryżego z 31 stycznia 1957 roku, dotyczącego jego pracy w resorcie i sfingowanych procesach oficerów oskarżonych o tzw. spisek w wojsku: „Sprawy 19 oficerów skazanych na karę śmierci nie budziły wątpliwości (…). Jeśli chodzi o wymiar kary, to uważam, że przy nienasuwających się wątpliwościach co do winy, gdy zostało stwierdzone, że oficerowie sztabowi, zajmujący wysokie stanowiska w wojsku, uprawiali działalność kontrrewolucyjną i szpiegowską, a więc dopuścili się najcięższej zbrodni, jakiej może się dopuścić żołnierz – wymiar kary był słuszny. (…) Przy tak surowej ocenie działalności szpiegowskiej zarówno przez organa wymiaru sprawiedliwości, jak przez czołowych przedstawicieli Partii i Rządu nie mogło być żadnych wątpliwości, że jedyną słuszną karą za działalność szpiegowską prowadzoną przez oficerów sztabowych jest najwyższa kara przewidziana w ustawie za tego rodzaju czyn”.

Sam Kryże w sprawach wymyślonego spisku w wojsku akurat nie orzekał. Jego oświadczenie jest jednak znamienne, gdyż pokazuje, co sędzia NSW sądził o „dowodach” winy w ówczesnych czasach i na jakiej podstawie sam wyrokował.