Wicepremeir Gowin z wicepremier Chin Liu Yandong fot. PAP/Photoshot autor: Zhang Ling

W ciągu roku istnienia obecnego rządu w Polsce nastąpiła intensyfikacja spotkań polsko-chińskich na najwyższym szczeblu. Jednakże gabinetowi p.Beaty Szydło nie udało się odnieść sukcesu na najważniejszym polu w relacjach z Krajem Smoka, tj. w zmniejszeniu bardzo niekorzystnego dla nas salda handlowego pomiędzy oboma krajami. Jak było bardzo źle, tak jest nadal.

Nie można odmówić obecnym polskim władzom prób szukania wyjścia z tej sytuacji, ale poprawy nadal nie ma. Być może rok to jest za krótki czas, żeby coś znacząco zmienić. Niemniej liczby mówią prawdę o naszej pozycji. Nasz eksport do Chin wynosi ponad 2 mld dolarów rocznie, podczas gdy europejski lider, Niemcy, eksportują tam towary i usługi za 99 mld dolarów. W tym kontekście dziwnie brzmią słowa rzecznika rządu, Rafała Bochenka, który powiedział, że „kraje Europy Zachodniej trochę nam zazdroszczą, że mamy tyle form współpracy z Chińczykami”.

W zeszłym roku wicepremier Jarosław Gowin wybrał się z wizytą do Chin. Niemal tygodniowa wizyta wiceszefa polskiego rządu to kolejny krok w dość intensywnych w ostatnich tygodniach spotkaniach wysokich i najwyższych rangą przedstawicieli obu państw. Gowin szukał tam nowych możliwości rozwoju dla naszego kraju, tak bardzo uzależnionego w polityce i w gospodarce od kierunku euroatlantyckiego. To już kolejna próba nadrobienia opóźnień w relacji z państwem, które w całkiem bliskiej przyszłości może być już pierwszą gospodarką w świecie.

Przeciw trendowi

Co najmniej od końca ubiegłego wieku media na całym świecie informowały, że w obecnym stuleciu obszar Azji Wschodniej i Pacyfiku będzie kluczowym regionem dla rozwoju świata. Dla kolejnych polskich rządów nie miało to większego znaczenia. Chiny praktycznie w polskiej polityce nie istniały. Wymiana gospodarcza była mniej niż symboliczna. Niechęć do rozwoju stosunków z Chinami zazwyczaj tłumaczono łamaniem praw człowieka w Kraju Smoka.

Taka interpretacja tej polityki była mało przekonywująca, zwłaszcza w świetle faktu, że nasi najwięksi sojusznicy – USA i Niemcy – zaliczali się już wówczas do największych partnerów handlowych Chin. Zapewne część ówczesnego establishmentu politycznego, wywodzącego się z opozycji antykomunistycznej, kontestowała politykę w kategoriach praw człowieka, co czyniło aktualnym znane powiedzenie Bismarcka, że „Polacy są poetami w polityce i politykami w poezji”.

Prawda jednak wydaje się bardziej prozaiczna. Wielkim tego świata nie zależało i nadal nie zależy na tym, żeby Polska stała się bardziej niezależna poprzez relacje z nowym wielkim graczem, a wpływy, jakie mieli i mają w naszym kraju, były na tyle silne, żeby ten proces opóźnić. Z tego względu rozwój naszych relacji z Chinami postępował przez pierwsze dwie dekady III RP w żółwim tempie. Ten problem do końca nie znikł i należy nadal brać pod uwagę możliwość, że będziemy poddawani różnym presjom, zwłaszcza jeśli nadal będzie się nasilał konflikt amerykańsko-chiński. Brak decyzji w sprawie budowy centralnego portu lotniczego, który ma być największym chińskim projektem w Polsce, być może jest właśnie przejawem tej sytuacji.