Amerykański punkt widzenia

Światowa strategia USA polega na utrzymaniu przewagi tego kraju nad innymi. Z tego powodu od czasu, kiedy USA stały się mocarstwem, angażują się, we wszystkie wielkie konflikty, żeby zapobiec powstaniu innego supermocarstwa. Obecne wyzwanie w postaci Chin jest najpoważniejszym, z jakim muszą się zmierzyć. Nie tylko z powodu potencjału Chin, ale także właśnie ze względu na budowę Jedwabnego Szlaku, który zapewni wyjście tego potencjału w świat.

Przeniesienie linii komunikacyjnych z morza na ląd spowoduje, że Chiny znajdą się poza zasięgiem panującej na ocenach i morzach amerykańskiej floty. Realizując tak gigantyczny projekt o skali międzykontynentalnej, składający się z setek wielkich inwestycji, Chiny będą umacniały swoją pozycję na całym euroazjatyckim kontynencie, wypychając amerykańskie wpływy. Zawierane kontrakty będą w większości w juanach, a nie w dolarach. To bezwzględnie podważy dominującą pozycję amerykańskiej waluty, która jest główną rezerwową walutą światową. Wielkość i liczba tych projektów będzie ogromną szansą dla dalszego rozwoju chińskiej gospodarki.

To wszystko powoduje, że Amerykanie uważają koncepcję Jedwabnego Szlaku za śmiertelne zagrożenie dla siebie, zwłaszcza że swój udział w tym projekcie potwierdziła ogromna liczba państw, w tym cała Europa Zachodnia, na czele z najwierniejszą sojuszniczką USA – Wielką Brytanią. Członkami Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, który będzie finansował ten projekt, zostali także inni wierni sojusznicy USA: Izrael i Korea, a nawet leżące zupełnie poza Jedwabnym Szlakiem Australia i Nowa Zelandia. Ameryka została niemal sama na placu, wspierana tylko przez antychińską Japonię. To wszystko powoduje, że USA zrobią wszystko, żeby nie dopuścić do realizacji tego pomysłu.

Dopiero w tym kontekście można zrozumieć sytuację Polski, która znalazła się na linii zderzenia interesów amerykańskich i chińskich.

Polska między młotem a kowadłem

Chiny od pewnego czasu, kiedy wzmogły swoje zainteresowanie regionem Europy Środkowo-Wschodniej, uznały w swojej koncepcji Polskę za lidera tego regionu i tak nas traktowały. Wyrazem tego było zaproszenie nas do udziału w AIIB (Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych) jako jedynego państwa z regionu. Stosunek Polski do Chin był inny, bardziej wstrzemięźliwy, ze względu na prawa człowieka. Warto również zaznaczyć, że na spotkanie liderów naszego regionu z premierem Li Keqiangiem w Belgradzie nie udała się premier Kopacz – jako jedyna z przywódców państw Europy Środkowo-Wschodniej. Nasz akces do AIIB był również pełen wahań i zahamowań. Nie ulega wątpliwości, że na naszą decyzję wywierano wpływ. Przeciwni naszemu udziałowi byli – jak należy domniemywać – Amerykanie.

O tych naciskach napisał amerykański laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii prof. Joseph Stiglitz: „W tajemnicy USA wywierają presję na kraje na całym świecie, skłaniając je do tego, aby trzymały się z dala od tego”.

Rezultat był widoczny. Polska 29 czerwca 2015 roku odmówiła podpisania statutu AIIB na spotkaniu członków założycieli tego banku, podobnie jak sześć innych państw na 57 tam obecnych. Popis złożyliśmy dopiero ponad trzy miesiące później, pod sam koniec rządów premier Kopacz.

Polska znajduje się pomiędzy młotem a kowadłem. Odkąd utraciliśmy naszą pozycję lokalnego mocarstwa, nie jesteśmy w stanie sami się obronić. Mamy za mały potencjał. Z tego wynika prosty fakt, że Polska potrzebuje protektora. Dla rządzącej Polską partii PiS od początku, kiedy powstała, był tylko jeden taki kandydat – USA. Antoni Macierewicz, osoba uważana za numer dwa w PiS, tak to uzasadniał: „Ale jest prawdą – i trzeba sobie z tego zdawać sprawę – że ostatnie kilkadziesiąt lat i obecny okres także to jest okres, w którym imperializm rosyjski jest ograniczany, blokowany tylko przez siłę Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Taka jest prawda”.