Zwierzchnik kościołaprawosławnego na Ukrainie arcybiskup Aleksy Hromadskij fot. Wikipedia CC autor: domena publiczna

Autor: Marek Koperowski

Opór Ukraińców wobec potępienia ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej na Wołyniu da się racjonalnie wytłumaczyć. Zbrodnia ukraińska nie jest bowiem powodem do dumy dla Cerkwi prawosławnej, która też miała udział w jej przeprowadzeniu. Rzezi dokonali przecież w znacznej mierze prawosławni chłopi. Cerkiew prawosławna ponosi też część odpowiedzialności za ludobójstwo popełnione na Polakach. To ona rozpalała na Wołyniu, na równi z OUN, żagiew ukraińskiego nacjonalizmu.

Ukraińscy nacjonaliści z różnych ugrupowań już w latach dwudziestych XX wieku uznali, że Cerkiew prawosławna stanowi zbyt poważną siłę, żeby nie wykorzystać jej do szerzenia swoich idei. Z ich strony było to podejście racjonalne. W województwie wołyńskim mieszkało najwięcej wyznawców prawosławia w całej Polsce. Według ocen państwowych z 1924 roku, zamieszkiwało je 1.128.839 osób wyznających prawosławie, czyli ponad jedna trzecia tej ludności w całym kraju. Miała ona do swojej dyspozycji 591 parafii i ich filii. Była to liczba znacząca, jeśli się zważy, że wszystkich parafii prawosławnych w Polsce funkcjonowało 1253.

W latach dwudziestych Cerkiew prawosławna w Polsce przechodziła kryzys tożsamościowy, wynikający z faktu, że do momentu odzyskania przez nią autokefalii stanowiła ona część Cerkwi rosyjskiej. Cerkiew w odrodzonej Rzeczypospolitej miała problemy zarówno ze statusem, jak i z wewnętrznym ustrojem. Autokefalia Cerkwi, czyli niezależność od Cerkwi-matki, została ogłoszona dopiero w 1925 roku. Kler Cerkwi chciał utrzymać w dalszym ciągu jej rosyjski charakter. Nabożeństwa prowadził w języku cerkiewnosłowiańskim, kazania i katechizację oraz księgi parafialne – po rosyjsku.

Księża prawosławni byli zrusyfikowani i bronili się przed ukrainizacją prawosławia. Od początku między nimi a działaczami ukraińskimi zaistniał konflikt. Tym drugim udało się pozyskać część księży prawosławnych, będących zwolennikami ukrainizacji Cerkwi, i stopniowo znacząco zwiększali w niej swoje wpływy. Zwolennicy ukrainizacji domagali się przynajmniej wygłaszania kazań i nauki religii w języku ukraińskim.

Pod ich naciskiem diecezjalny synod podjął decyzję o wprowadzeniu języka ukraińskiego do praktycznej działalności Cerkwi. Nie została ona jednak wprowadzona w życie, bo jej cerkiewni przeciwnicy zwarli szeregi i zmontowali większość, która zablokowała tę reformę. Popów-ukrainofilów udało im się nawet spacyfikować, poddając różnorakim represjom i ograniczeniom. Byli oni przenoszeni do najgorszych i najbardziej oddalonych parafii. Najbardziej zaangażowanych wysłano nawet poza diecezję.

W połowie lat trzydziestych XX wieku działacze ukraińscy podjęli próbę przejęcia Cerkwi prawosławnej pod swoją kontrolę. Chcieli przekształcić ją w duchu soborowości i dopuszczenia wiernych do zarządzania sprawami Cerkwi na wszystkich szczeblach. W czerwcu 1927 roku zorganizowali w Łucku Ukraiński Zjazd Cerkiewny, w którym wzięli udział przedstawiciele wszystkich działających na Wołyniu partii ukraińskich. Głównym animatorem tego przedsięwzięcia był dr Arseniusz Ryczyński – przyszły znany działacz Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów na Wołyniu.

W uchwałach zjazdu stwierdzono, że Cerkiew prawosławna jest wspólnym dobrem duchowieństwa i wiernych, a więc nie tylko kler, ale i świeccy powinni mieć możliwość kształtowania jej oblicza i charakteru. Uczestnicy zjazdu zażądali też pełnej ukrainizacji liturgii i całego funkcjonowania Cerkwi, a także przekształcenia jej w Ukraiński Kościół Narodowy. Zjazd odbył się oczywiście bez zgody władz cerkiewnych.