Jeziora polskiej krwi

Jak pisze Wiktor Poliszczuk, OUN szeroko rozpropagowała ten list wśród Ukraińców Wołynia, wykorzystując go do przekonywania ukraińskich chłopów, że OUN i Cerkiew to jedno. Dla części księży prawosławnych, będących zwolennikami ukrainizacji, posłanie Polikarpa stanowiło wręcz wodę na młyn. Stali się oni animatorami fizycznej rozprawy z Polakami. Stali się kapelanami OUN-owskich struktur i tworzącej się UPA. Jak pisze Kazimierz Przybysz („Z umęczonego Wołynia”, Wrocław 2001, str. 60), 8 lutego 1943 roku we wsi Dubówka, pow. Sarny, pop-kapelan spowiadał upowców, którzy następnie przyjęli komunię.

Następnie ów duchowny poświecił broń, którą następnego dnia zbiry te wymordowały 175 Polaków w kolonii Porośle, od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem. W miasteczku Włodzimierzec, pow. Sarny, tamtejszy prawosławny proboszcz głosił w cerkwi, że Bóg nakazał zrobić koniec z Polakami, ponieważ ma powstać samostijna Ukraina. W Sarnach do mordów podżegał ksiądz prawosławny Wołkow, który błogosławił członków UPA i świecił używane przez nich narzędzia zbrodni. We wsi Boremel, pow. Dubno, duchowny prawosławny o nazwisku Gerus kierował pogromem Polaków.

Podobny przypadek miał miejsce w Czartorysku koło Łucka. W marcu 1943 roku we wsi Gończy Bród, pow. Kowel, zorganizowano uroczystość przyjęcia wici chlebowych. Na ołtarzu umieszczone zostały trzy wieńce, trzy chleby i trzy świeczki przyniesione z innej ukraińskiej wsi. Ksiądz prawosławny odczytał pismo nawołujące do wynaradawiania Polaków. Głosiło ono, że popłyną czerwone rzeki i będą jeziora polskiej krwi. Następnie było dzielenie się chlebem, którego zjedzenie miało zapewnić zbawienie.

Pozostałe okruszki zostały zmiecione i dodane do ciasta, z którego wypieczono dziewięć nowych chlebów, potem uwito dziewięć nowych wieńców i dodano dziewięć nowych świeczek. Całość po poświęceniu przez duchownego prawosławnego na kolejnym nabożeństwie została zaniesiona do następnych wsi cerkiewnych. Do chlebów były dołączone pisma o tej samej treści. W maju 1943 roku we wsi Borowe prawosławny ksiądz błogosławił upowców i świecił narzędzia ich zbrodni przed wyprawą na polskie wsie Rudnia Lwa i Staryki.

Wiosną 1943 roku ksiądz prawosławny poświecił przyniesione przez parafian siekiery, widły i noże przeznaczone do rżnięcia Polaków, by powstała wolna Ukraina. W lipcu 1943 roku we wsi Twerdynie, pow. Horochów, Ukraińcy ustawili duży dębowy krzyż na usypanym wcześniej kopcu. Na uroczystości poświecenia kopca i krzyża ku czci „odniesionego i przyszłego zwycięstwa” została poświęcona broń palna, a także widły i siekiery. Jeden z księży agitował do wytępienia Lachów i komunistów. Tę wyliczankę można by kontynuować w nieskończoność…

Nie wszyscy ulegli zaczadzeniu

Nie wszyscy prawosławni księża ulegli zaczadzeniu. Znaleźli się również i tacy, którzy mieli odwagę wystąpić w imię Ewangelii przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi, stając się męczennikami za wiarę. Należy do nich m.in. prawosławny ksiądz Czerwynśkyj, który nie wpuścił do cerkwi „wici chlebowych” i potępił mordowanie Polaków. Kilka dni później został zastrzelony na ulicy.
Od kul banderowców zginął też abp Wołynia i Żytomierza, Aleksy Gromadzki, który z ukraińska nazywał się Ołeksa Hramadśkyj i miał siedzibę w Krzemieńcu i Ławrze Poczajowskiej. Miał on mieć negatywny stosunek do Szeptyckiego.

Ich ofiara nie zmienia jednak faktu, że Cerkiew prawosławna ponosi współodpowiedzialność za rzeź wołyńską. Uczestniczyli w niej nie tylko księża, ale także wierni tego obrządku. Na Wołyniu nie da się ludobójstwa Polaków zrzucić na grekokatolików. Tutejsi członkowie OUN-UPA byli też prawosławnymi. Cerkiew prawosławna udzielała również OUN-UPA wsparcia logistycznego. Na prawosławnych plebaniach mieściły się sztaby kureni, a w klasztorach szkoły oficerskie, podoficerskie, szpitale i magazyny.