Prezydetn Izraela Reuwe Riwlin fot.Wikipedia CC 3.0 autor: Avi Ohayon

Autor: Adam Wielomski

Przetaczająca się przez polskojęzyczne media i polską klasę polityczną fala bezrefleksyjnej ukrainofilii wydaje się wprost nie do utemperowania i zatrzymania. W medialnych relacjach konflikt rosyjsko-ukraiński przedstawiany jest jednostronnie, gdzie z jednej strony mamy ukraińskie „gołąbki”, a z drugiej strony rosyjskie „jastrzębie”.

Na ołtarzu walki z Władimirem Putinem i wzmacniania Ukrainy, nawet tej rządzonej przez ugrupowania polityczne przyznające się do banderowskiej tradycji, polska klasa polityczna gotowa poświęcić jest wszystko, być może nawet wciągnąć nas w jakąś awanturę z Rosją, która przekroczy ramy sporu politycznego i wejdzie na tory militarne.

Pierwszą ofiarą polityki zwykle jest prawda. Tak też jest i tym razem. Rządzący nami politycy i dziennikarze chcą wymazać z naszej narodowej pamięci ok. 200 tysięcy Polaków wymordowanych na Wołyniu przez ukraińskich banderowców w czasie II wojny światowej. Zaczyna się, w ramach „polityki historycznej”, narzucać nam poprawioną wersję dziejów, gdzie jakoby to Stalin odpowiadał za śmierć 200 tysięcy naszych rodaków.

Stalin ma na sumieniu kilkadziesiąt milionów ludzi i kolejne 0,2 miliona nie poprawi ani nie pogorszy jego miejsca w rankingu największych ludobójców w historii. Rzecz tylko w tym, że Wołynian nie wymordowali sowieci, lecz Ukraińcy. Radziecka partyzantka czynnie broniła Polaków przed banderowcami kolaborującymi z III Rzeszą.

Przypomnijmy w tym miejscu starą definicję prawdy autorstwa Arystotelesa: „prawda to zgodność twierdzenia z rzeczą”. Na ołtarzu walki z wielką Rosją budowaną przez Władimira Putina polskojęzyczne gazety postsolidarnościowe – od „Gazety Polskiej” po „Gazetę Wyborczą” – wydają mi się gotowe zrelatywizować i zminimalizować kwestię Wołynia, aby tylko stworzyć sojusz antyrosyjski oparty na osi Warszawa-Kijów.

Dodajmy, że sojusz pod patronatem Waszyngtonu, neokonserwatystów i George’a Sorosa.
Na tle polityki historycznej obozu postsolidarnościowego, który w kwestii ukraińskiej i antyrosyjskiej zachowuje pełną jedność, pozytywnie wyróżniają się środowiska kresowe, portale konserwatyzm.pl czy kresy.pl. Na tematy te publikować jeszcze można i dyskutować w „Najwyższym CZASIE!” i w „Myśli Polskiej”. Reszta mediów jest na tę sprawę zamknięta. Kwestia ta nie może istnieć, gdyż stanowi przeszkodę dla budowy antyrosyjskiego sojuszu zaplanowanego w Waszyngtonie.

W tej sytuacji wchodzący akurat na ekrany film „Wołyń” należy postrzegać jako radykalny film nie tylko antyrządowy, lecz wręcz antysystemowy, smagający solidarnościowe elity władzy batogiem prawdy historycznej. Ofiary ukraińskiego ludobójstwa stają się w III/IV Rzeczypospolitej swojego rodzaju „ofiarami wyklętymi”, gdyż pochodzącymi z równie „wyklętej” historii. Prawda o Wołyniu staje się w III i IV Rzeczypospolitej tym, czym był Katyń dla Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – prawdą „godzącą w ustrój i w sojusze”.

Jest jednak jeden drobiazg, o którym zapomnieli konstruktorzy solidarnościowej „polityki historycznej”: ukraińscy banderowcy mają na sumieniu nie tylko Polaków. Owładnięci nazistowskim fanatyzmem uczniowie Bandery mordowali nie tylko „Lachów” („bo Lachy to Pany”). Mordowali wszystkich „obcych”, nie należących do ukraińskiego plemienia, którzy znaleźli się w zasięgu ich karabinów, siekier, wideł i łopat. Równie bestialsko jak Polaków mordowali też Rosjan, Węgrów, a także Żydów.

Polska klasa polityczna nie jest mentalnie zdolna upomnieć się o swoje ofiary, skoro z Waszyngtonu przychodzą inne polecenia. Jest jednak naród, który nie ugina się przez Waszyngtonem i nie zamierza tolerować cudzej polityki historycznej, która zaprzecza jego własnej historii. Narodem tym są Żydzi. Prezydent Izraela nie omieszkał ostatnio przypomnieć ukraińskim parlamentarzystom, jaki charakter miał nacjonalizm ukraiński i kogo próbują czcić jako narodowych bohaterów.

„Około 1,5 mln Żydów zginęło na terytorium Ukrainy w czasie II wojny światowej w Babim Jarze i wielu innych miejscach. Byli rozstrzeliwani w lasach w pobliżu wąwozów i rowów, spychani do masowych grobów. Wielu wspólników zbrodni było Ukraińcami. A wśród nich przede wszystkim wyróżniali się bojownicy OUN, którzy znęcali się nad Żydami, mordowali ich i w wielu przypadkach wydawali w ręce Niemców.
Prawdą jest także to, że było ponad 2,5 tys. sprawiedliwych wśród Narodów Świata – tych nielicznych iskierek, które płonęły jaskrawo podczas mrocznego zmierzchu ludzkości. Ale większość milczała. Stosunki między narodami ukraińskim i żydowskim są dziś skierowane w przyszłość, ale nie możemy pozwolić, aby historia z jej i strasznymi, i z pięknymi wydarzeniami została zapomniana. (…) Nie wolno rehabilitować i czcić antysemitów. (…) Żadne interesy polityczne nie usprawiedliwiają obojętnego milczenia lub niezrozumiałego mamrotania, jeśli chodzi o struktury antysemickie. Przywódcy państw, którzy podzielają antysemickie, rasistowskie lub neonazistowskie poglądy, nie będą mile widzianymi i pełnoprawnymi członkami rodziny narodów świata”.

Oto słowa wypowiedziane przez prezydenta Izraela, Reuwena Riwlina, w Radzie Najwyższej Ukrainy, w czasie uroczystości poświęconych 75 rocznicy wielkiej masakry Żydów w Babim Jarze, dokonanej przez hitlerowców (cyt. za: „Prezydent Izraela potępił OUN”, na stronie internetowej mysl-polska.pl).

Tako rzecze prezydent Izraela. Któż „w świecie po Holokauście”, ośmieli się polemizować z prezydentem Izraela na temat Holokaustu? Jak mówi stara rzymska formuła, przypisywana św. Augustynowi z Hippony, Roma locuta, causa finita est. Tak się akurat składa, że słowa wygłoszone przez Riwlina nie są tylko „prawdą polityczną” w znaczeniu Thomasa Hobbesa – wedle jego klasycznej maksymy auctoritas, non veritas facit legem – ale prawdą samą w sobie. Banderowcy mają ludzką krew na rękach.