Schwytani bandyci z UPA Fot. PAP/CAF autor: Wawrzyniak

Autor: Marek A. Koprowski

O dowódcy sotni UPA Grzegorzu Mazurze, używającemu pseudonimu „Kałynowicz” i „Donśkyj”, wiadomo niewiele. Urodził się 15 stycznia 1912 roku w Karowie koło Rawy Ruskiej. Ukończył cztery oddziały szkoły powszechnej. Jest bardzo prawdopodobne, że już przed wojną związał się z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów, bo w czasie wojny wstąpił do ukraińskiej policji pomocniczej, w której znalazło się wielu przyszłych dowódców sotni i innych funkcyjnych. Miał on na rękach wiele polskiej krwi.

Grzegorz Mazur znalazł się w UPA w maju 1944 roku. Został strzelcem, a później rojowym w plutonie „Szuma”, czyli Iwana Szymańskiego. Dowódcą sotni był początkowo „Zalizniak”. Należały do niej m.in. plutony „Szuma”, „Bałaja” i „Susłyka”. Sotnia kwaterowała początkowo w Gorajcu, nazywała się „Mesnyky”, co w polskim tłumaczeniu oznaczało „Mściciele”. Należąc do „Mścicieli”, Grzegorz Mazur, który przyjął pseudonim „Kałynowicz”, brał razem z nimi udział w wielu zbrodniach przeciwko ludności polskiej, których oddział miał na swym koncie sporo.

Pierwszą jego akcją było spalenie 19 kwietnia 1944 roku wsi Rudka i wymordowanie 58 Polaków, w tym kobiet i dzieci. 7 maja 1944 roku „Mściciele” wymordowali w miejscowościach Chotylub i Kowalówka co najmniej 27 Polaków. Wcześniej jeszcze, 3 maja 1944 roku, „Mściciele” napadli na opuszczone przez ludność polską miasteczko Cieszanów, paląc 120 odmów i zabijając co najmniej 20 Polaków. Akcja ta była realizowana w ramach czystki etnicznej prowadzonej przez OUN-UPA w powiecie lubaczowskim. Akcje „Mścicieli” miały zachęcić Polaków do opuszczenia go, by stanowił on jednolite etnicznie ukraińskie terytorium.

Polacy mieszkający we wschodnich gminach powiatu, obawiając się o swoje życie, z dobytkiem wyjeżdżali na Lubelszczyznę, ciesząc się, że mogą choć tyle uratować. Ekspansję „Mścicieli” zahamowało przejście frontu sowieckiego. Wtedy „Zalizniak” otrzymał od Mirosława Onyszkiewicza „Oresta” rozkaz przeczekania frontu w melinach, a następnie podjęcia działalności na nowo. Według Onyszkiewicza, głównym zadaniem UPA było m.in. „wytępić Polaków zamieszkałych na terenach południowo-wschodnich, dążyć do ich całkowitego usunięcia. Nie uznawać linii Curzona za granicę polsko-sowiecką. Czekać na wybuch trzeciej wojny światowej, z utworzonego na ziemiach polskich przyczółka, przy sprzyjających okolicznościach politycznych pójść na wschód w celu zbudowania wielkiego państwa ukraińskiego”.

Schronili się w lasach pod Rawą

Sotnia „Zalizniaka”, a wraz z nią Grzegorz Mazur z plutonem „Szuma” przetrwali w lasach na południe od Rawy Ruskiej, a następnie wrócili w Lubaczowskie. Tu do jesieni 1944 roku sotnia, czyli kompania, rozrosła się do batalionu, czyli kurenia. Liczył on w marcu 1945 roku ponad czterystu ludzi, został podzielony na początku na trzy sotnie. Dowodzili nimi „Szum”, czyli Iwan Szymański, „Bałaj”, czyli Teodor Bułas, i „Umań”, czyli Mychajło Uchań. Później dołączyła do nich czwarta sotnia „Pitkowa”. Potem, ponieważ liczba młodych Ukraińców, garnących się do sotni stale rosła, „Zalizniak” utworzył piątą sotnię „Kruka”, czyli Grzegorza Łewko. Kureń działał w Lubaczowskiem, ale zapuszczał się też na położone poza województwem rzeszowskim tereny powiatów biłgorajskiego i tomaszowskiego.

Kureń „Zaliznaka” nosił kryptonim „Bastion” i był główną siłą uderzeniową OUN-UPA 27 Odcinka Taktycznego VI Okręgu Wojskowego „San”. Oddziały kurenia, korzystając ze wsparcia cywilnej siatki OUN we wsiach wykraczających poza jego oficjalny rejon działania, którego zachodnią granicę wyznaczał San, zapuszczały się ze swym oddziałem za tę rzekę aż pod Leżajsk. OUN-UPA miało swoją siatkę we wsiach leżących na Zasaniu w pobliżu Leżajska, a nawet w samym Leżajsku.

W pierwszych miesiącach 1945 roku Polacy mieszkający na terenie Zasania aż po granicę z ZSRS byli de facto pozbawieni ochrony i wsparcia ze strony nowej władzy, która była w fazie organizowania. Jej struktury były też paraliżowane przez UPA. Pomocy mogło im udzielić tylko polskie podziemie niepodległościowe, którego oddziały działały jeszcze w tej okolicy. Należały do nich oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, a także oddział AK-NOW Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, który walczył z Ukraińcami jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Dzięki „Wołyniakowi” oddziały „Zaliznaka” nie zapuszczały się na tereny położone bliżej Sanu, obawiając się starcia.

Wywiad „Wołyniaka” szybko ustalał, którzy Ukraińcy są związani z OUN i podejmowali działania przeciwko Polakom – i AK robiła z nimi porządek. Bazy służące do mobilizowania cywilnej siatki OUN były pacyfikowane. Likwidowani też byli agenci siatki OUN w miastach. Zwłaszcza w Leżajsku, w którym Ukraińcy czuli się bardzo pewnie. Jan Hajduk i Emil Wańczuk zostali zlikwidowani za głoszenie poglądów, że Polacy będą jeszcze Ukraińcom czyścić buty… Polacy – jak pisze Dionizy Garbacz – musieli strzec się też ukraińskich donosicieli. Wcześniej informowali oni o polskim podziemiu Niemców, a następnie Sowietów, chcąc, by wyręczyli oni UPA.