W jej pierwszych tygodniach, a nawet miesiącach UPA przejęła praktycznie kontrolę nad powiatem lubaczowskim i zaczęła rozpychać się w sąsiednich, w tym właśnie w jarosławskim i leżajskim. Do zbrodni w Wiązownicy – jak podaje Mieczysław Samborski – zginęło w tym pierwszym np. 216 Polaków i 65 Ukraińców, z tego 28 Ukraińców z rąk OUN-UPA. Nie wszyscy Ukraińcy byli bowiem zwolennikami zbrodniczej, nacjonalistycznej, banderowskiej ideologii.

„Wołyniak” w ramach kontrakcji na ukraińską ofensywę spalił ukraińską wieś Piskorowice, z której w czasie okupacji niemieckiej wychodziły ukraińskie zagony do mordowania Polaków. Z informacji wywiadu „Wołyniaka” wynikało też, że Piskorowice, Adamówka, Dobra, Dobcza, Rudka, Cieplice i Kulne stanowiły największe ośrodki siatki cywilnej OUN.

„Kałynowycz” brał następnie udział w działaniach sotni „Szuma”, która koncentrowała się na hamowaniu akcji przesiedlania Ukraińców do ZSRS. W listopadzie 1945 roku „Zalizniak” przeniósł go do sotni „Bałaja” na czotowego. Musiał nieźle wykonywać swoje obowiązki, bo w lutym 1946 roku „Zalizniak” mianował go dowódcą sotni na miejsce „Umania”, który podczas walki z wojskiem został ranny w plecy odłamkami granatu i odesłany na leczenie.

Palił polskie wsie

Jako dowódca sotni „Kałynowycz” starał się paraliżować szlaki komunikacyjne, by utrudnić lub wręcz uniemożliwić przesiedlenie ludności ukraińskiej do USRS. Wysadzał mosty kolejowe i drogowe, rozbierał tory kolejowe i likwidował komisje przesiedleńcze, atakował oddziały wojska asystujące przy przesiedleniach, a także palił wsie ukraińskie, z których ludność została przesiedlona, by władze polskie nie zdołały zasiedlić ich polskimi rodzinami, które musiały opuścić Kresy, przyłączone przez Stalina do USRS.