Liderzy Grupy Transpacyficznej fot. Wikipedia CC 2.0 autor: Gobierno de Chile

Donald Trump, nowy prezydent USA, nie potrzebował wiele czasu, żeby podjąć strategiczną decyzję. Pierwszego dnia swojej pracy, po zaprzysiężeniu i weekendzie, jednym podpisem anulował amerykański udział w porozumieniu handlowym zwanym Partnerstwem Transpacyficznym. Ta umowa miała być jednym z dwóch wielkich handlowych filarów amerykańskiej strategii w świecie. Miała stanowić wielką zaporę przeciw dalszej handlowej i politycznej ekspansji Chin w rejonie Azji Wschodniej i Pacyfiku. Podpisane 4 lutego 2016 roku w Auckland, w Nowej Zelandii, porozumienie nie przetrwało roku.

Amerykanie przejęli od swoich starszych kuzynów Brytyjczyków koncepcję prowadzenia wojen w koalicji. Brytyjczycy wyruszali na wielkie wojny (wojna siedmioletnia, wojny napoleońskie, obie wojny światowe) w koalicji z innymi państwami; ten sam model zastosowali Amerykanie, począwszy od II wojny opiumowej, poprzez obie wojny światowe, koreańską, wietnamską, aż po obie wojny w Zatoce Perskiej i wojnę w Afganistanie.

Koncepcja amerykańskiej strategii
Nad stworzeniem podobnej koncepcji w handlu pracowano od pierwszej dekady tego wieku. Amerykanie zdali sobie sprawę, że nie wygrają handlowej konkurencji z Chinami, jeśli nie utworzą wielkich międzynarodowych systemów gospodarczych, do których nie dopuszczą Państwa Środka. Waszyngton planował utworzenie dwóch wielkich stref ekonomicznych.

Jedną z nich miało być utworzone przez USA i Unię Europejską Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (Transatlantic Trade and Investment Partnership). Drugą z nich miało być Partnerstwo Transpacyficzne (Trans-Pacific Partnership). Członkami tego drugiego porozumienia jest – a może już było – 12 krajów, w tym pięć amerykańskich (USA, Kanada, Meksyk, Peru, Chile), dwa oceaniczne (Australia i Nowa Zelandia) i pięć azjatyckich (Japonia, Brunei, Singapur, Malezja i Wietnam).

Głównym zadaniem, jakie postawili sobie Amerykanie, pracując nad stworzeniem obu tych porozumień, było zbudowanie stref wolnego handlu. Pierwszym celem obu tych ponadregionalnych porozumień miało być ściślejsze związanie gospodarek partnerów ze sobą i blokowanie dalszej ekspansji chińskiej gospodarki na rynkach krajów-partnerów. Zniesienie ceł pomiędzy partnerami miało osłabić chiński eksport, który na ogół nie miał mieć takich ułatwień, szczególnie w Europie.

To miało postawić Chiny w gorszej pozycji względem USA. Z pierwszego celu wynikał drugi. Ściślejsze powiązanie gospodarek krajów-partnerów miało wzmocnić polityczne wpływy USA w krajach należących do obu porozumień. Ostatecznym celem miało być osłabienie polityczne Chin i co najmniej znaczne ograniczenie ich wpływów w Azji Wschodniej i strefie Pacyfiku.

Co prawda jeden z chińskich dygnitarzy powiedział kiedyś: „Nas nie sposób izolować. Jesteśmy światem sami dla siebie”, niemniej takimi zamierzeniami kierowali się twórcy tej amerykańskiej strategii. Według prezydenta Obamy, to USA, a nie Chiny miały w XXI wieku ustalać światowe reguły handlu. O tym może świadczyć fakt, że porozumienie obejmuje nie tylko zwyczajową tematykę dotycząca umów o wolnym handlu, ale również sprawy, które stricte nie dotyczą regulacji handlowych i wychodzą poza tematyczny zakres otwarcia rynków dla towarów i usług.