Szampan w Pekinie
Donald Trump jest biznesmenem i działa jak biznesmen, a nie jak polityk, nie mówiąc już działaniu jak mąż stanu. Ameryka zyska handlowo, i to prawdopodobnie na krótki czas, ale straci strategicznie. Można powiedzieć, że na tacy, za darmo, oddaje zbudowany układ swojemu bezwzględnemu rywalowi.

To tak, jakby po „Brexicie” na miejsce Wlk. Brytanii zaprosić do Unii Europejskiej Rosję. Partnerstwo Transpacyficzne było porozumieniem dalekim od doskonałości. W takiej sytuacji, gdy było tyle zastrzeżeń, należało je renegocjować, a nie opuszczać.

Wkrótce miejsce USA zajmą w tym porozumieniu Chiny i one zaczną ustalać handlowe reguły w Azji. Może się okazać za jakiś czas, że Pekin wraz z „sierotami po Ameryce” utworzy azjatycko-pacyficzną strefę wolnego handlu bez udziału USA. Wtedy handlowe zyski, na które liczy Trump, mogą okazać się pyrrusowym zwycięstwem.

Pekin na decyzję Trumpa zareagował z udawaną wstrzemięźliwością. Chińskie MSZ jednak oświadczyło, że jeśli od Chin wymagać się będzie przywództwa, to nie uchylą się od takiej odpowiedzialności. To bardzo klarowne oświadczenie jak na dyplomację.

Prezydent Obama popełnił wiele błędów w polityce wewnętrznej i niemało w zagranicznej, ale jego koncepcja zbudowania dwóch wielkich bloków handlowych, żeby utrzymać dominującą pozycję USA w świecie, była jak najbardziej prawidłowa. Dziś została przekreślona. Ameryka popełniła wielki strategiczny błąd.