Trump w Pekinie fot. PAP/EPA autor: Roman Pilipey

Czy Donald Trump jako prezydent USA rozpocznie wojnę handlową z Chinami? Dla niektórych to było pytanie retoryczne – wszakże sam Donald na jednym z przedwyborczych spotkań powiedział: „We already have a trade war”. Tak myślano po wyborach w zeszłym roku. To co się stało w ciągu roku, powinno być dobrą nauczką dla wszystkich, którzy zajmują się polityką. Trump jako przedwyborczy gladiator i Trump jako prezydent USA to dwie różne osoby.

Donald Trump miał dość jasno sprecyzowaną wizję Chin. Stwierdził, że mimo iż sam potrafi być zimny i szorstki, to trudno zaakceptować mu sposób, w jaki chiński rząd odnosi się do swoich obywateli. Trump jest przekonany, że chińskie władze z pogardą traktują demokrację, czyli system polityczny i sposób życia w Ameryce. Dodawał, że mimo iż chińscy liderzy starają się prowadzić rozmowy w przyjaznym tonie, to nie są przyjaciółmi USA.

Chińczycy to ekonomiczni oszuści, którzy manipulując i dewaluując juana, osiągają w nieuczciwy sposób zyski szacowane na dziesiątki miliardów dolarów. Powołując się na ekonomistów, uważał, że niedoszacowanie juana wynosi od 15 do 40%.

To tylko umacnia chińską gospodarkę, która według prezydenta za dekadę będzie największa na świecie. Trump kreśli ten proces obrazowo: „Ameryka w ciągu kilku lat zostanie zalana przez chińskie gospodarcze tsunami”. Chiny to „nasze największe długoterminowe wyzwanie”. Za ten stan winił jednak nie Chińczyków, lecz amerykańską elitę, która dopuściła do tego, mniemając, że dla zdobycia chińskiego rynku należało pójść na ustępstwa.

Uważał, że zrobiono to kosztem narodowych interesów USA, w efekcie czego Stany Zjednoczone straciły miliony miejsc pracy (szacunkowo ok. 3 mln). Ogromny deficyt handlowy z Chinami Trump nazywa gwałtem wynikającym z tego, że otworzono rynek dla chińskich towarów, podczas gdy Chińczycy nie zrewanżowali się tym samym, nakładając wysokie cła na amerykańskie wyroby.

Niedoszacowanie juana oraz brak wysokich ceł powodują, że chińscy eksporterzy mają bardzo korzystną pozycję na amerykańskim rynku. Ameryka, według Trumpa, jest traktowana jako świnka-skarbonka i jest systematycznie okradana.