Wiceprezydent Micheal Pence fot. domena publiczna autor: D. Myles Cullen

Autorka: Natalia Dueholm

Jaką ma wagę i co oznacza wybór tzw. veepów (VP), czyli kandydatów na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych? Czy to przystawki i desery do dania głównego w postaci kandydata na prezydenta, czy może ozdoba talerza, na przykład w postaci pietruszki?

Takie właśnie kulinarno-polityczne wyobrażenie zwerbalizował publicysta Frank Bruni z „New York Timesa” („NYT”), który twierdzi, że tzw. veepy nie są istotne dla wyborców, tylko dla mediów. Bruni dodaje, że tak uważają niektórzy polityczni stratedzy. Jednym z nich jest doradzający Billowi Clintonowi Doug Schoen, który przypomniał w „NYT”, że nawet fatalni kandydaci, tacy jak Dan Quayle czy Spiro Agnew (startujący odpowiednio z Bushem Seniorem i Nixonem), nie doprowadzili swoich wyborczych partnerów do klęski.

Daleko im do VIP-ów (czyli bardzo ważnych osób). Z drugiej jednak strony ich dobór nie jest przypadkowy i spełnia pewną rolę w politycznej grze, odsłaniając przy okazji elementy amerykańskiego modelu wyborczego. Media traktują veepów z całą powagą. Po ogłoszeniu nominacji kandydaci muszą zmierzyć się z dziennikarzami, którzy głęboko i szeroko szukają sprzeczności, wpadek i różnych brudów, które można wykorzystać w politycznej walce.

Mike Pence – religia i konserwatyzm

Można podejrzewać, że Trump wybrał 57-letniego Mike’a Pence’a, który wcześniej wspierał Cruza na prezydenta, z powodu elektoratu religijnego, głównie ewangelikalnego, dla którego nie był wiarygodny. Trump otwarcie przyznawał się do popierania w przeszłości Demokratów, niegdyś popierał aborcję i nie był uważany za osobę religijną. Pence jest z całą pewnością osobą religijną. Został wychowany jako katolik, jednak później wstąpił do protestanckiego kościoła ewangelikalnego. Sam określa siebie jako „ewangelikalnego katolika”, wywołując tym konsternację wśród katolików, nie rozumiejących, co ten termin miałby oznaczać.

Podczas bardzo dobrego wystąpienia na Konwencji Republikanów, Pence przedstawił się jako chrześcijanin, konserwatysta i Republikanin, dodając, jak istotna jest ta kolejność. Mówił o świętości życia ludzkiego i wolności religijnej. Dodał, że będzie się codziennie modlił o dobre rozeznanie i wierzy, że „Bóg może uleczyć nasz kraj”. Pence nie akceptuje ani związków, ani tzw. małżeństw homoseksualnych, ani aborcji. Od lat walczy o pozbawienie rządowych funduszy providera aborcji Planned Parenthood w Kongresie, w którym jako członek Izby Reprezentantów spędził 12 lat.

Jako gubernator stanu Indiana, Pence podpisał zakaz aborcji ze względu na płeć, rasę, chorobę czy niepełnosprawność, taką jak np. zespół Downa. Prawo to zawiera nakaz pochówku lub kremacji zwłok dziecka nienarodzonego zabitego w aborcji lub poronionego. Z tego właśnie powodu jego wybór spotkał się z aplauzem wielu konserwatystów i obrońców życia.

Niestety z niektórych relacji medialnych wynika, że Pence nie jest aż taki konserwatywny, jak się maluje. LifeSiteNews zamieścił artykuł organizacji Mass Resistance, która opisuje, że Pence ugiął się pod naporem gejowskiego lobby i kazał skorygować ustawę tak, aby właściciele firm nie mogli bronić się w sądzie po odmowie świadczenia pewnych usług gejom, powołując się na wolność religijną.

Również David Harsanyi z „The Federalist” zarzucił mu brak odwagi i uleganie naciskom. Harsanyi twierdzi również, że nie pasuje on do zespołu Trumpa. Wypunktował, że Pence jest zwolennikiem NAFTA i umowy Transpacyficznej (TPP), które ostro krytykuje Trump. Podał, że kandydat na wiceprezydenta na swoim koncie na Twitterze napisał też, że proponowany przez Trumpa zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych dla muzułmanów jest obraźliwy i niezgodny z konstytucją. Konserwatywna Ann Coulter, szokująca swoimi niepoprawnymi politycznie wypowiedziami à la Trump, również nie jest zadowolona z wyboru Pence’a.

Według niej, rzeczywiście sprzedał się on lewicowym aktywistom, nakazując stanowej legislaturze, która przyjęła korzystną dla wolności religijnej chrześcijan ustawę, aby ją poprawiła. A do tego Coulter przewiduje, że gubernator ulegnie również w kwestii imigracji, chcąc zadowolić firmy liczące na tanich pracowników z zagranicy. Jednak Pence może przynieść Trumpowi także wiele korzyści. Sprawia on bardzo pozytywne wrażenie, ma poczucie humoru i jest rodzinny. Jego syn jest żołnierzem piechoty morskiej, co wpisuje się w retorykę Trumpa dotyczącą wojska i dbałości o weteranów.

Pence jako gubernator Indiany mógł pochwalić się obniżkami podatków i ograniczeniem liczby stanowych urzędników. I uważany jest za wolnorynkowca (głosował przeciwko płacy minimalnej). Pence, jako gubernator tzw. swing state (stanu o trudnym do przewidzenia podziale głosów), może pomóc w wygranej, choć niekoniecznie.

W Indianie znany jest ze swojego programu radiowego „The Mike Pence Show”, który prowadził w latach dziewięćdziesiątych. Niestety lokalni konserwatyści mogą mu nie zapomnieć fatalnego zachowania związanego z podpisaniem ustawy, która zakazuje właścicielom biznesów odmowy świadczenia usług osobom homoseksualnym. U siebie nie jest aż tak bardzo popularny i uważano, że jego ponowny wybór na gubernatora byłby trudny, gdyby nie został wiceprezydentem”.

Oryginalny tytuł artykułu: VP to nie VIP