Wteran UPA na demonstracji. Czy on też mordował? fot. PAP/EPA autor: Siergiej Dołżenko

Autor: Michał Gniadek-Zieliński

O tym, co przeżyli mieszkańcy Wołynia i Małopolski Wschodniej, mówi się trudno, ale mówić trzeba. Ofiary bowiem nadal czekają. Nie na pomstę, ale na pamięć i sprawiedliwość.

Przez lata funkcjonowały różne nazwy: „wypadki wołyńskie”, „zbrodnia wołyńska” czy może najbardziej oddająca specyfikę wydarzenia „rzeź wołyńska”. To, co miało miejsce na terenach byłych województw wołyńskiego, tarnopolskiego, stanisławowskiego i lwowskiego w latach 1942-1944, było po prostu ludobójstwem, przeprowadzoną z zimną krwią eksterminacją narodu polskiego. Słownik języka polskiego definiuje ludobójstwo jako „masowe mordowanie ludzi mające na celu zniszczenie określonej grupy narodowej, etnicznej, religijnej lub rasowej”. Zdarzenia wołyńskie idealnie wpisują się w tę definicję.

Aby zrozumieć to, co wydarzyło się na Wołyniu, należy cofnąć się o kilka lat, do czasów, w których nic nie wskazywało na to, by państwo polskie miało przestać istnieć – do lat dwudziestych XX wieku. Właśnie wówczas zrodzony na początku tegoż wieku ukraiński nacjonalizm pod wpływem frustracji, wynikającej z nieutworzenia własnego państwa po wielkiej wojnie (w wyniku klęski w wojnie z Polską i bolszewikami), zbudował własne podstawy ideologiczne. Ich autorem był Dmytro Doncow. Swoje poglądy wyłożył on w 1929 roku w książce pt. „Nacjonalizm”. Narody podzielił na lepsze i gorsze, „pańskie” i „plebejskie”, „zdobywcze” i „niewolnicze”.

Jego zdaniem, jedynie te „zdobywcze”, zwane też „imperialistycznymi”, mają prawo do samostanowienia, które jest możliwe wyłącznie dzięki pracy na ich rzecz narodów „niewolniczych”. Doncow na potrzeby swojej ideologii korzystał z teorii darwinizmu społecznego, według której istotą bytu jest walka o przetrwanie. Ukrainiec zasadę tę przeniósł na stosunki między narodami. Wyznawał – podobnie jak faszyści i naziści – kult siły, egoizm narodowy i amoralność. Autor „Nacjonalizmu” głosił, że nacje silne mają prawo dysponować według własnego upodobania nacjami słabszymi, bowiem ich siła daje im do tego prawo.

Poglądy Doncowa

szybko stały się podstawą ideologiczną powstałej w 1929 roku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), będącej spadkobiercą Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), istniejącej od 1920 roku. W latach 1922-1939 bojowcy UWO-UON dokonali ponad 300 akcji terrorystycznych, z których najbardziej znaną jest zamordowanie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w 1934 roku. UWO-OUN utrzymywała kontakty z wywiadem niemieckim (a początkowo także litewskim i sowieckim), przerwane czasowo w wyniku ocieplenia się relacji między Berlinem a Warszawą po dojściu do władzy Hitlera.

Wiosną 1939 roku, gdy Niemcy poważnie zaczęły rozważać wejście w stan wojny z Polską, kontakty zostały odświeżone. Ukraińcy przygotowywali w porozumieniu z Abwehrą – i za jej pieniądze – plan powstania na południowych Kresach Rzeczypospolitej po rozpoczęciu inwazji niemieckiej. Ostatecznie, mimo że wojna faktycznie wybuchła, do powstania nie doszło, co było związane z niewielkim poparciem, jakim OUN cieszyła się wśród zwykłych Ukraińców, oraz brakiem dobrej organizacji. Mimo to, po wkroczeniu Sowietów 17 września, bojowcy OUN zajmowali mosty, drogi, linie kolejowe wsie, a nawet niewielkie miasteczka oraz ostrzeliwali wycofujące się oddziały polskie i mordowali samotnych żołnierzy. Zaczęły się także pierwsze wystąpienia przeciwko ludności cywilnej.

Oprócz uprawianej na masową skalę grabieży dworów, dokonano pacyfikacji wsi Patutorów, Sławentyn i Jakubowce. W sumie nacjonaliści ukraińscy zamordowali we wrześniu 1939 roku kilkadziesiąt osób narodowości polskiej. Dalszą eksterminację zatrzymali Sowieci, którzy sami od razu po zajęciu ziem wschodnich Polski przystąpili do rozprawy z „wrogami ludu”, wśród których najwięcej było oczywiście „polskich panów”. Prześladowania dotknęły jednak także ukraińskich nacjonalistów. O ile na początku okupacji stanowili oni jedynie kilka procent aresztowanych przez NKWD, o tyle w przededniu wejścia Niemców (w 1941 roku) byli już głównymi rezydentami więzień.

Po zajęciu Kresów

przez wojska niemieckie Ukraińcy masowo zasilili tworzące się oddziały pomocnicze i wzięli udział w eksterminacji Żydów, którzy wcześniej w zdecydowanej większości wspierali bolszewicki reżim, służąc nawet często w organach bezpieki. Współudział w holokauście upewnił jedynie ukraińskich nacjonalistów w przekonaniu, że fizyczna eksterminacja jest normalnym sposobem rozwiązywania kwestii mniejszościowych.

W końcu 1942 roku z inicjatywy kierownictwa OUN-B (frakcja kierowana przez Stepana Banderę) Ukraińcy zaczęli opuszczać szeregi niemieckich formacji pomocniczych i przechodzić do konspiracji. Pod patronatem OUN-B utworzono Ukraińską Armię Powstańczą (UPA), kradnąc nazwę oddziałom pod dowództwem Tarasa Borowcia (ps. „Taras Bulba”). Natychmiast przystąpiono do „oczyszczania terytorium ukraińskiego z ludności polskiej”, które było warunkiem powstania w przyszłości samostijnoj Ukrajiny.

Jeszcze w 1942 roku spacyfikowanych zostało kilka wsi. Prawdziwy horror miał jednak dopiero nadejść. Szczególne nasilenie zbrodniczej aktywności UPA miało miejsce latem 1943 roku, a do historii jako tzw. wołyńska krwawa niedziela przeszedł 11 lipca, kiedy Ukraińcy zaatakowali niemal jednocześnie ok. 100 polskich wsi. Data została wybrana nieprzypadkowo. W niedzielę Polacy gromadzili się na mszy w kościele. Ułatwiało to likwidację jak największej ich liczby dzięki okrążeniu świątyni.