Plan zdjęciowy filmu fabularnego Wołyń fot. PAP autor: Wojciech Pacewicz

Autor: Mirosław Winiarczyk

Film Wojciecha Smarzowskiego o ludobójstwie na Polakach dokonanym na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów realizowany był przez kilka lat w wielkich bólach. Jak wiemy, w sprawie tamtego barbarzyńskiego ludobójstwa kolejne władze III RP zachowywały milczenie z powodu upartego trzymania się przestarzałej doktryny Piłsudskiego/Giedroycia, zakładającej popieranie za wszelką cenę Ukrainy przeciwko Rosji. Nieustannie celebrowano natomiast ofiary Holokaustu, prześladowań sowieckich, wszystkie antyrosyjskie powstania, antykomunistycznych Żołnierzy Wyklętych itd.

Pamięć o męczeństwie Kresowian podtrzymywana była dzięki wysiłkom wielu rodzin ofiar, które dawały świadectwo prawdzie (m.in. kompozytor Krzesimir Dębski i gen. Mirosław Hermaszewski), a także nielicznym pasjonatom tej sprawy, jak ks. Isakowicz-Zaleski i pisarz Stanisław Srokowski, na którego znakomitej książce „Nienawiść” reżyser oparł swój film. W końcu „Wołyń”, zrealizowany dzięki państwowym dotacjom i prywatnym wpłatom, wchodzi na ekrany w atmosferze gorących dyskusji.

Na festiwalu w Gdyni film nagrodzony został za zdjęcia, charakteryzację i debiut aktorski odtwórczyni głównej roli – Michaliny Łabacz. Głównymi nagrodami obsypano natomiast trzy filmy o mrocznej tematyce współczesnej. „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego (otoczona dziwacznym kultem) poświęcona została ostatnim latom życia wybitnego malarza, Zdzisława Beksińskiego, zamordowanego w 2005 roku. W „Jestem mordercą” Maciej Pieprzyca powraca do sprawy seryjnego mordercy kobiet w latach siedemdziesiątych XX wieku na Śląsku. „Zjednoczone stany miłości” Tomasz Wasilewski poświęca opisowi perypetii czterech kobiet z ponurego blokowiska, opętanych psychopatycznymi namiętnościami. W kontekście tego nawału współczesnych negatywnych emocji „Wołyń” wyraźnie odstawał tematyką.

Znamienne, że Smarzowski udzielił już kilku wywiadów, m.in. dla „Tygodnika Powszechnego”, „Polityki” i „Newsweeka”, a więc pism lewicowych, raczej wrogich polskiej tradycji kulturowej i religijnej. Odcina się tam od wszelkiej prawicy, polskiego patriotyzmu oraz krytykuje aktualną sytuacją w Polsce na podobieństwo KOD. Rzuca to znamienne światło na niejednoznaczne intencje autora „Wołynia”, filmu o ludobójczej rzezi Polaków dokonanej w 1943 roku przez nacjonalistów z UPA i opętanych przez nich miejscowych ukraińskich chłopów.

Reżyser opracował scenariusz w taki sposób, aby ukazując ludobójstwo, jednocześnie w wymiarze epickim nakreślić ówczesne życie na Wołyniu, gdzie obok siebie mieszkali Polacy, Ukraińcy, Żydzi i inne narodowości. W ten sposób, według intencji twórcy, widzowie mogą zobaczyć, że zło może symetrycznie tkwić w każdym człowieku, także w Polakach. Takie ambitne zamierzenie nie do końca się jednak udało. W pierwszej części filmu wiele scen ma charakter wybitnie ilustracyjny, jakby Smarzowski chciał przekazać zbyt dużo informacji.

Film zaczyna się długimi scenami polsko-ukraińskiego wesela, w czasie którego poznajemy bohaterów – rodzinę pięknej Zosi i jej sąsiadów. Jak zwykle u Smarzowskiego (od czasu „Wesela”), Polacy zostali tu ukazani – z wyjątkiem Zosi – bez żadnych sentymentów, a nawet w sposób odstręczający. Ciekawe, że reżyser nie żywi wobec późniejszych ofiar ludobójstwa specjalnej empatii. Ojciec wydaje córkę za zamożnego wdowca, licząc na morgi ziemi. Zosia cierpi, zakochana jest bowiem w przystojnym Ukraińcu.

We wsi pojawiają się agenci UPA, namawiający do napadów na Polaków. Atmosfera gęstnieje. Wchodzą Sowieci, a później Niemcy i rozpoczyna się ludobójstwo. O ile pierwsza część filmu, jak wspomniałem, ma charakter poglądowy i raczej czytankowy, to sceny masowych napadów, mordów i rzezi Polaków zostały zrealizowane znakomicie – dynamicznie i przejmująco. Widać, że Smarzowski, autentycznie utalentowany filmowiec, czuje się w tej tematyce znakomicie. Przyznawał bowiem wielokrotnie w wywiadach, że zło go fascynuje. Nie wszystkie konteksty w tym filmie wydają się jednak czytelne.

Nie do końca oczywista jest rola okupujących Wołyń Niemców oraz niedostateczna pomoc dowództwa AK, które nie mogło się zdecydować co do operacyjnych priorytetów na tamtym terenie. A wystarczyło przynajmniej choć trochę uzbroić polskie wioski. Zobaczymy, jak potoczy się dyskusja na temat „Wołynia” w Polsce i na Ukrainie. Zwolennicy będą zapewne bronić filmu z uwagi na bezkompromisowe ukazanie ludobójstwa dokonanego na Polakach, pomijając jednak wspomniane wyżej brutalne spojrzenie autora na Kresowiaków.

„Wołyń”, Polska, 2016. Scenariusz i reżyseria: Wojciech Smarzowski. Wykonawcy: Michalina Łabacz, Arkadiusz Jakubik, Jacek Braciak, Iza Kuna, Wasyl Wasilyk i inni. Premiera na Festiwalu Polskich Filmów w Gdyni. Dystrybucja: Forum Film Polska.