Rzeczpospolita 1635 - realne imperium Międzymorza

Autor: Marek Jan Chodakiewicz

Potężne siły wywierają ogromną presję na życie polityczne, społeczne, kulturalne i gospodarcze Międzymorza. Od chwili wyzwolenia siłami tymi są: postkomunizm, nacjonalizm i globalizm w zlewaczałej formie. Międzymorze, by przetrwać, musi wrócić do uwspółcześnionych form współżycia wypracowanych, zanim imperializmy germański i rosyjski, najpierw w absolutystycznym, a potem w totalitarnym kształcie, zamieniły je w skrwawione ziemie.

Postkomunizm jest przeobrażonym komunizmem. Sprytnie unika etykiet ideologicznych, preferując moralny relatywizm i nihilizm. Zachowuje wszakże marksistowsko-leninowski dialektyczny sposób działania z jego amoralnością pozwalającą na nieograniczoną elastyczność polityczną. Pod zmienionym szyldem konserwuje stare instytucje i stare kadry. To wszystko pozwala postkomunizmowi utrzymać się przy władzy.
Nacjonalizm oznacza organizację społeczną zgodną z ideą jedności języka, geografii, kultury, religii i historii. Odzwierciedla przeświadczenie, że wspólna tradycja, instytucje i wiara przekładają się na wspólnotę interesów. Ta wspólnota zapewni harmonijny rozwój wewnętrzny w ramach narodu i nie musi być zarzewiem konfliktu z sąsiednimi narodami.

Globalizm jest mętną hybrydą tradycji i mocno już przestarzałych nowości pochodzących z Zachodu. Nie jest to tylko prosta funkcja okcydentalizacji. Jest to mieszana oferta tradycyjnych wartości zachodnich i kontrkulturowych dziwactw stworzonych w opozycji do tych wartości. Wartości zachodnie obejmują rządy prawa, wolność indywidualną, wolny rynek, demokrację parlamentarną, odpowiedzialny patriotyzm i tradycyjne rodziny. Dziwactwa kontrkulturowe odnoszą się do frazesów postmodernizmu, dekonstrukcji i relatywizmu moralnego, podanego w sosie akademickim albo popkulturowym.

Kontrkultura oznacza rewoltę przeciwko wszystkiemu, co historycznie zrodziło wyjątkowość Zachodu, szczególnie jego absolutyzm w kwestii logiki i etyki. Ta relatywistyczna antyteza Zachodu jest kolejną herezją zrodzoną na Zachodzie i stąd rozprzestrzenianą. W pewien sposób globalizm zatem oferuje elementy zarówno zachodnie, jak i antyzachodnie, zawinięte w jedno opakowanie i rozsyłane z tego samego zachodniego domu wysyłkowego. Powodują one zamęt, kuszą, nie dają się rozszyfrować nosicielowi traumy bojowej z czasów totalitaryzmu.

Przed ocalonym z totalizmu

powinno pojawić się proste zadanie: na nowo się zokcydentalizować i zdekomunizować, żeby ruszyć naprzód ku nowoczesności. Inaczej mówiąc: celem jest osiągnięcie wolności. Wolność z jej obietnicą, jej nadzieją, gniewem, desperacją – wszystko naraz pada na scenę polityczną każdego państwa narodowego Międzymorza, w aspekcie krajowym i międzynarodowym.

Jawnie i podskórnie Międzymorze boryka się ze spuścizną postkomunizmu. Zderza się też z problemami bieżącymi – jak globalna recesja i przemiany w kulturze. Z jednej strony najważniejsze jest to, że staje oko w oko z odradzającą się Rosją. Z drugiej strony angażuje Zachód, w tym NATO, Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Sfera postsowiecka stoi wobec zasadniczego dylematu: ponowne włączenie do imperium czy integracja z Zachodem?

W Międzymorzu pełno jest regionalnych osobliwości. Są jednak dwa tematy łączące i dzielące – postkomunizm i okcydentalizacja (a dokładniej: ponowna okcydentalizacja). Ta druga polega na odbudowie wolności. Ten pierwszy jest jej negacją. Postkomunizm jest obecny w całym Międzymorzu. I wszędzie wykazuje zarówno cechy wspólne dla regionu, jak i osobliwości lokalne.

Tak jest z okcydentalizacją. Najbardziej zaawansowana jest w państwach nadbałtyckich. Poczyniła pewne postępy na Ukrainie, ale już mniej w Mołdawii. Białoruś pozostaje daleko w tyle. Postkomunizm jednak tam właśnie jest najsilniejszy w swej nieskażonej postaci. Jest dość widoczny na Ukrainie i w Mołdawii, ale w państwach nadbałtyckich przekształcił się w znacznej mierze w prawowity, mainstreamowy demokratyczny awatar.